Well shit...




Jakiś czas temu zaczęłam się czuć dziwnie… Nie do końca depresyjnie… Anxiety - to angielskie słowo zdecydowanie lepiej tu pasuje…
Czułam się trochę odsunięta na bok w robocie. Między innymi dlatego zaczęłam szukać czegoś innego…

Okazuje się, że to nie anxiety, a pajęcze zmysły. W środę dowiedziałam się, że robimy redukcję etatów i że jestem na liście…
W środę miałam też rozmowę o pracę w firmie, w której bardzo chciałabym pracować. Poszło dobrze - zobaczymy, czy na tyle dobrze, żeby dostać tę pracę…

Jestem mocno emocjonalna. Dzisiaj mój ostatni dzień w biurze, za tydzień ostatni dzień w pracy. Więcej ekscytacji niż smutku, bo nie planowałam tu zostać tak czy inaczej, ale miałam nadzieję, że przynajmniej zostawię ludzi z kimś sensownym, a nie samych sobie…

Odprawa jest kijowa - mam mniej niż 2 lata stażu, więc właściwie odprawa wcale mi się nie należy. Tyle że dali mi dodatkowy miesiąc ex gratia. Ale wiecie co? Pokażę wam kilka wiadomości… Wiadomości, które są powodem, dla którego kocham swój zawód, nawet jeśli momentami mam ochotę rzucić to wszystko i wjechać w Bieszczady…
Jasne, że nie każdy mnie lubi, ale… robię różnicę. Dwie dziewczyny wczoraj się poryczały, jak się dowiedziały. To też o czymś świadczy…

A to od dziewczyny, która przeszła ze mną przez proces redukcji etatów w zeszłym roku — nie zwolniliśmy jej finalnie, ale powiedzmy, że jej doświadczenie ze mną było „z tej gorszej strony HR”.



I od inżynierów:



Ludzi bedzie mi brakowac... 

Comments

  1. Ja po polsku mówię o niepokoju. Współczuję Ci, że musisz przez to przechodzić, ale rzeczywiście wygrałaś tymi pajęczymi zmysłami! U nas też redukcja, ale nie na dużą skalę i nie w moim zespole - raczej taki reorg zespołów, które miały zbyt niską efektywność. Powodzenia w kolejnych rekrutacjach!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

No to zaczynamy

zadomawiam sie

Koniec Vitalii